10. Po trzęsieniu ziemi w Japonii – tłumaczenie Fr – Pl

Après le séisme, quand les eaux se retirent…

Nous avons vu de quoi est fait notre monde : une étendue de choses désincarnées, qui nous écrasent. On pourra fouiller dans l’immensité des décombres ; tu peux chercher déjà : il n’y a pas d’humanité dans cet amoncellement de débris déformés, rien qui soit fait de main d’homme, pas même un jouet d’enfant. Tout est en produits synthétiques, en matière digérée par les machines. C’est pourtant ce que tu cherches, toi qui creuses, ce que tu espères sauver : juste un petit reste d’humanité. Mais, pour la plupart, on ne retrouvera pas les corps innombrables des hommes engloutis dans les ruines, qui resteront inextricablement mêlés aux décombres, débris humains parmi les déchets.

Ilość słów: 121

Po trzęsieniu ziemi, gdy ustąpiły wody

Zobaczyliśmy z czego wytworzony jest nasz świat: są to połacie bezdusznej, przytłaczającej nas materii. Będzie możliwość przetrząsania tego kolosalnego rumowiska, już teraz: w tym ogromnym stosie spiętrzonych ruin brakuje śladu człowieczeństwa, czegokolwiek co było wykonane ręką ludzką, jak chociażby zabawki dziecięcej. Wszystko to sztuczna, przetrawiona przez maszyny materia. Nie mniej jednak to, co każdy ma nadzieję odzyskać przetrząsając to rumowisko, to właśnie szczypta człowieczeństwa. Ale w większości przypadków nie będzie możliwe odgrzebanie niezliczonych zwłok ludzkich pochłoniętych przez te gruzy, z którymi szczątki ludzkich istot pozostaną nierozłącznie scalone.

Ilość słów: 93

w przekładzie Haliny Arendt

Advertisements
Posted in tłumaczenia | Tagged | Leave a comment

7. Streszczenie I-go rozdziału powieści Mitchenera “Polska”

Akcja pierwszego rozdziału pod tytułem ”Buk przeciwko Bukowskiemu” toczy się jesienią 81 r. w Bukowie, niewielkiej, fikcyjnej wiosce nadwiślańskiej, położonej gdzieś w płd-wsch. Polsce. W czasach dzisiejszych Bukowo jest jedną z 3 tuzinów strategicznie położonych miejscowości, na skraju której, w Lesie Szczękowym, stacjonują wojska sowieckie wraz z ogromną koncentracją potężnych czołgów. W Bukowie znajdują się również ruiny stareqo zamku sięgającego historią roku 914 i wokół którego krążyła wśród wieśniaków legenda, że dopóki będzie stała zrujnowana wieża zamku, dopóty oni przetrwają przez wszeIkie przeciw­ności losu. Oprócz zamku był też tam i Pałac Bukowskich, dorównu­jąc świetnością pomniejszym pałacom znad Luary, a który znajduje się obecnie w centrum światowej uwagi, gdyż wyznaczono go na miejsce spotkania przywódców partyjnych z przedstawicielami zbuntowanych miej­scowych rolników z Jankiem Bukiem na czele, którzy zachęceni tym, iż Lech Wałęsa wywalczył pewne ustępstwa ze strony Rządu dla robotników, usiłowali dochodzić swoich praw. Delegacji rządowej przewodniczył zaś Minister Rolnictwa – 57-letni Szymon Bukowski, z wyksztalcenia architekt, a z przekonania zażarty komunista, który objął tę posadę ze względu na przynależność partyjną, a nie ze względu na posiadane kwalifikacje. Wywodził się on z tych stron, gdzie mieszkał do 15-go roku życia, pomagając rodzicom w pracy na roli, toteż trudności z jakimi borykali się chłopi nie były mu obce. Zaprzeczal on jednak jakimkolwiek związkom jego rodziny z Pałacem. Jego przeciwnik, 36-letni Janko Buk, przezwany Jankiem z Bukowiny, rownież wychowywal się w Bukowie i łączyło ich odległe pokrewieństo – Buka prababka była Bukowskiego babką.

Bukowski miał ścisłe instrukcje rządowe, które pochodziły z Moskwy, aby nie ulegać presji ze strony rolników i pod żadnym pozorem nie dopuścić do utorzenia przez nich wolnego związku Solidarności Chłopskiej. W toku dyskusji rolnicy uskarżali się na wysokie ceny zakupowanych przez nich towarów i niskie ceny na swoje wyroby, na braki w zaopatrzeniu w podsta­wowe artykuły konsumpcyjne, w tym m.inn. odzież i części zamienne. Jeden z rolników ujawnił, iż braki tych ostatnich zmuszają ich do kradzieży śrub i tego typu części z innych traktorów, których potem muszą strzec nocami z bronią w ręku przed innymi złodziejami. Niewydajny, wręcz marnotrawny system skupu i dystrybucji artykułów rolnych powoduje gnicie warzyw na polach i ogromne kolejki w miastach po niewystarczające dostawy. System ten sprzyja powstawaniu czarnego rynku, czyli pokątnej sprzedaży płodów rolnych i hodowlanych, który kwitnie i według jednego z rolników osiąga w ich stronach 40% ogółu sprzedaży, a wkrótce osiągnie nawet i 70%, pomimo iż czarny rynek jest zakazany i surowo zwalczany przez władze. Fali skarg i narzekań na zły i marnotrawny system nie było końca. Chłopi domagali się rozluźnienia krępujących ich więzów i przywró­cenia dawnych metod gospodarowania, wedug których każdy z nich byłby sam odpowiedzialny za to, co wychoduje i sprzeda, co usprawniłoby gospodarkę. “Dajcie nam wolną rękę na zbyt naszych wyrobów po cenach współmiernych z tymi, które musimy płacić za zakupywany przez nas towar, a będziemy w stanie wyżywić całą Polskę i pół Rosji – postulował jeden z rolników.

Bukowski nie odpowiadał na indywidualne skargi i postulaty, lecz mówił ogólnie, używając szablonów. Gdy zaczął mówić o planach, rolnicy go zagłuszyli, gdyż od 1944 r. znane im było dobrze odgórne planowanie. Rolnictwo miało zostać wtedy, na wzór systemu sowieckiego, skolektywizo­wane. Unikło jednak tego na wskutek oporu wśród chlopów i ziemia obszarników została podzielona pomiędzy nich na długie i wąskie pola, niczem w średniowieczu, a granice pomiędzy nimi wyznaczało szerokie pasmo ziemi nieuprawnej. Tego typu podział redukował 18% gruntu, jak też utrudniał racjonalne wvkorzystanie traktorów. Tak podzielonym było ok. 97% ziemi uprawnej, a resztę, głównie tereny odzyskane po Prusach Wschodnich objęto kolektywizacją na wzór sowiecki.

Planiści partyjni interweniowali na każdym kroku, utrudniając dostawy nasion, nawozu, maszyn itp. i przeszkadzali w zbycie artykułów rolnych. W ten sposób z każdym rokiem, na podobieństwo Zw. Sowiec­kiego, pomniejszała się wydajność gruntu, aż wreszcie kraj, który niegdyś zaopatrywał w pieczywo całą Europę i którego pszenica wyżywić by mogła sto milionów, stał się krajem niedostatku.

Rolnicy byli przepojeni zazdrością, iż Rząd faworyzując robotników, zaniedbuje tym samym interesy wsi. Janko Buk nie mógł zrozumieć dlaczego planiści w Warszawie zawsze podejmowali takie decyzje, które gwarantowały obniżenie wydajności gruntu. “Czyżby nie zależało im na tym, żeby wyżywić ludność, żeby wyżywić samych siebie?” – zastanawiał się. Wydawało mu się, iż glówna przyczyna leżala w tym, że pośród rządzących brakowało doświadczonych rolników. Lecz gdy za Solidarności wyszło na jaw, że podobny chaos istnieje też i w fabrykach, stało się jasnym, że cały ustrój opierał się na chwiejnych fundamentach.

Buk przyznając Bukowskiemu, iż Rząd jest rownież ograniczony w podej­mo­­waniu decyzji, jako że Polska ma pewne zobowiązania wobec wielkiego bloku republik socjalistycznych, którego stanowiła część składową, nalegali jednak, że chodzi mu tylko o sprawę wyżywienia 36-milionowej ludności. Sprowokowało to dyskusję na temat sytuacji w innych krajach bloku i jeden z rolników wtrącił o sytuacji w Związku Sowieckim: “dlaczego powstrzymali oni wycieczki turystyczne do Polski? Bo nie chcieli by ich obywatele wiedzieli, że my lepiej jemy”. Bukowski dorzucił na to, iż powinni sobie zdawać sprawę, iż Polska jest rajem. Wszyscy na to ucichli, gdyż wiedzieli, że z krajów otoczonych żelazną kurtynq, w Polsce było stosunkowo najwięcej swobody, pominąwszy Jugosławię, której nikt nie śmiał wymienić, gdyż w zasadzie nie był to kraj Bloku. Co do sytuacji w Rosji sowieckiej, nikt nie miał złudzeń. Do roku 1980 można było zauważyć w Polsce dużo wielkich autobusów wożących grupy wschodnich turystów, którzy trzymali się zawsze razem pod ścisłą dyscypliną przewodnika. Podziwiali oni różnorodność towarów, a zwłaszcza fascynowały ich wystawy kwiatowe. Zazdrościli Polakom, iż życie ich było bardziej urozmaicone i mieli więcej swobody. Rzadko im wolno było z Polakami rozmawiać, ale wydawać by się mogło, że są raczej przyjaźnie, a nie wrogo do nich nastawieni. Jakiś światły Polak podsumował to, stwier­dza­jąc, że na Rosjaninie Polska wywiera takie samo wrażenie jak na Polaku Niemcy Zach. – oszołamia go wolność i obfitość towarów na rynku detalicznym.

W czasie przerwy obiadowej Bukowski zerknął w stronę lasu Szczękowego
i odetchnął z ulgą, gdy zobaczył, że czołgi sowieckie się cofnęły. Reporterzy przybyli z całego świata (Londynu, Paryża, Berlina, Rzymu, Tokio, Waszyngtonu i Moskwy) oblężyli obu dyskutantów, zasypując ich stosem pytań zadawanych po polsku. Pojedynek ten miał być opublikowany w “New York Times” pod tytułem “Buk przeciw Bukowskiemu”, niczem David przeciwko Goliatowi. Niektóre z pytań dotyczyły spraw osobistych i pokrewieństwa obu przeciwników, na co Bukowski wyjaśnił, że jego babka, a Buka prababka została powieszona w 39-tym roku za potajemne mielenie pszenicy, zaś jego matka była nieco wcześniej rozstrzelana pod tamtejszą ścianą za to tylko, że akurat tam się znalazła gdy przybyli Hitlerowcy.

Na pytanie, jakie widzi wyjście z kryzysu żywnościowego, Buk odpowiedział zachowując ostrożność w 3-ch punktach: po pierwsze: po to, aby wogóle produkować żywność potrzebny nam jest nawóz i części zamienne, po drugie: po to, by zwiększyć produkcję, potrzebne nam są zwiekszone dostawy wszystkiego, a po trzecie: aby rozprowadzić przynajmniej to co mamy, potrzebna nam jest zmiana obecnego systemu dystrybucji.

Co do utworzenia związku Solidarności Chłopskiej, rozmowy utkwily w martwym punkcie i Bukowski skwitował to stwierdzeniem, iż związek taki byłby jednym wielkim bałaganem, szerzyłyby się w nim nadużycia i byłby on po prostu zbyteczny. Na zakończenie posiedzenia Rząd obiecał podjąć starania w zdobyciu części zamiennych, w zamian za co rolnicy obiecali dotrzymania dotychczasowych planów wysiewów i hodowli. Gdy Buk zgodził się z Bukowskim, by wyrazić przed kamerami zbieżności, a nie różnice poglądów i gdy Bukowski ogłosił odroczenie obrad na dzień następny, Buk dodał, iż rolnicy życzyliby sobie, aby miejscowy biskup z Zamku na Górce wziął udział w pertraktacjach. Na Bukowskim wywarło to piorunujące wrażenie. Udał się do telefonu by zadzwonić po instrukcje do Warszawy, po czem ogłosił odroczenie obrad na miesiąc. Dziennikarzom, którzy nie domyślali się w najmniejszym stopniu przyczyn tego odroczenia, objaśnił lakonicznie, że rozmowy przebiegły w przyjemnej atmosferze, ale obie strony potrzebują czasu na rozpatrzenie kwestii spornych i w związku z tym zostały zawieszone na 4 tygodnie. Nie pozwoliwszy Bukowi nic więcej na ten temat dodać, pozostawił prasę światową domysłom co do przyczyn zaszłego impasu.

Po skończonych obradach Bukowski podążył za Bukiem do jeqo chaty, gdzie spotkał się ponownie po wielu latach z matką Buka – Birutą, którą znał dobrze z lat okupacji. W 41 r. stał w progach tej samej chaty z prośbą o pomoc i Biruta z mężem ofiarowali mu żywność. Teraz też spytał żonę Janka czy byłaby w stanie zaopatrzeć go w mięso i warzywa, których brakuje w Warszawie. Zaproponował zapłacić za to w złotówkach, czemu Biruta się sprzeciwiła, twierdząc, iż złotówki nie mają dziś żadnej wartości i zasugerowała, że bardziej przydałyby im się podręczniki rolnicze, których nigdzie nie można dostać. Bukowski na to się zgodził i gwizdnął na kierowcę, by ten podjechał służbowym samochodem celem załadowania bagażnika żywnością.

Przekład i streszczenie Haliny Arendt

Posted in Fakty | Tagged , | Leave a comment

3. Wrażenia z podróży pociągiem przez Berlin do W-wy

Na Święta Bożego Narodzenia 1988/89 udałam się z wizytą do Warszawy. Podróż odbyłam pociągiem z dworca paryskiego Gare du Nord, co było bardzo „krajoznawczą” wycieczką, gdyż można było z okna obser­wować widoki i kon­trasty pomiedzy Wschodem a Zachodem. Pierw­szym z nich to już był kontrast pomiędzy pocią­gami. Aczkolwiek miałam 1-szą klasę w pociągu polskim, to chętnie bym ją zamieniła na 2-gą klasę pociągu zachod­niego. To co uderzało szczegól­nie, to brak higieny i zapusz­czenie, nie mówiąc już o prze­sta­rzałym taborze, jaki w owym czasie posiadały polskie koleje państwowe. Granica tych dwóch odmiennych światów przebiegająca przez Berlin napawała „natchnieniem” do rozmyś­lań nad skutkami „komunizmu” i co wrażliwszą duszę napawała zgrozą, gdy wjeżdżało się z wesołego, wolnego świata w świat ponury i znie­wolony, funkcjo­nu­jący ku czci ideologii komunistycznej. Dwo­rzec Berlina Zachodniego wypeł­niony był pasażerami – wsiadali i wysiadali z pociągu. Rzuciła mi się w oczy jedna młoda, ele­gancka para, wyglądająca niczem wycięta z żurnala mody. Ku memu zaskoczeniu usłyszałam, że roz­ma­­wiają po polsku. Ich wygląd niemalże kontrastował z językiem polskim i z szarzyzną po drugiej stronie „żelaz­nej kurtyny”. Para­doksem więc było, że akurat oni rezprezen­towali dla mnie w tym momencie „zachod­nie wartości”. Na Dworcu w Berlinie Wschod­nim pociąg obstawiło co kilka metrów wojsko w pełnej zbroi. Nie widać było wielu cywilów, a jeśli – to tylko osoby starsze. Jakiś wojskowy z psem sprawdzał pociąg jadący na Zachód. Przypominało to scenariusz z czasów wojny. Do pociągu wsiedli umundurowani funkcjo­nar­iusze graniczni z kasowni­kami celem sprawdzania paszportów i pobie­rania opłat tranzytowych. Kosztowało mnie to 5 marek. Ale dlaczego zachod­nich?  Muszę przyznać, że ten, który wszedł do mojego prze­działu nawet wyglądał przys­tojnie w tym swoim mundurze. Obser­wowałam go z uwagą, próbując odczytać z jego twarzy jego stosunek do istniejącej rzeczy­wistości. Świerzbił mnie język, żeby z nim na ten temat poroz­mawiać, mając świadomość ochrony, jaką mi zapewniał mój zachodni paszport. Nie możliwe, żeby taki przystojny „chłop” nie miał w sobie zdrowego rozsądku i wierzył w wyższość ich systemu. Jakie siły zmuszają go, żeby wykonywać tę funkcję, która polegała na „wyłapywaniu” tych, których dokumenty nie były w porząd­ku? Jeśli jego praca nie zgodna jest z jego sumieniem, to jak kamu­fluje swoje praw­dziwe oblicze i godzi ten wew­nętrzny konflikt?

Po stronie polskiej pociąg już zwolnil tempo. Przetaczali mu wagony – podłanczali i rozłan­czali. Rozłączyli nas z sypialnymi wagonami sowieckimi – mało brakowało, żebym została po stronie sowieckiej, bo akurat udałam się tam do toalety w poszu­kiwaniu wody. Ledwo zdą­ży­łam wrócić, a wagon nasz, który był gdzieś w środku, zrobił się nagle ostatnim. Naturalnie nie było na ten temat żadnej informacji przez mikrofon i ciarki mnie przeszły, gdy zorientowałam się, że byłam o krok od rozstania się ze swoim bagażem! Ciekawe, czy komuś nie przytrafiła się podobna „przygoda”. Pociąg, pomimo, że był niby międzyna­ro­do­wym, to zatrzymywal się na wielu stacjach, gdzie wsia­dano i wysiadano. Zastanawiało mnie, czy ci wszyscy, którzy weszli do mojego prze­działu posiadali bilety 1-szej klasy, czy też lekceważyli ową „kla­so­wość” pociągu. Na Dworcu Centralnym w Warszawie (który, notabene, ujrzałam po raz pierwszy), gdy zagapiona byłam wyglądaniem przez okno i wchła­nianiem wido­ków, do pocią­gu wpadło kilku 10-13-to letnich wyrostków, którzy przelecieli przez korytarz w tempie błyska­wicy. Dopiero później zoriento­wałam się, że zginął mi żurnal ze wzorami na robienie swetrów na drutach, który to w owych czasach wart był niemało. Posłużyło mi to jako przestroga przed tego typu „złodziejaszkami”, którzy prawdopodobnie specjalizowali się w takich kra­dzie­­żach.

Posted in Fakty | Tagged , | Leave a comment

1. Język polski w zagrożeniu + wersja dźwiękowa

Jednym z objawów ubocznych wytworzenia się w Polsce wolnego rynku po upadku ustroju komunistycznego jest gwałtowny napływ neologizmów,  przenikających do polszczyzny głównie z języka angielskiego. Rozpowszechniane przez środki masowego przekazu, zakotwiczają się one stopniowo w języku polskim, ulegając pewnym przeobrażeniom pod wpływem zasad polskiej gramatyki. Wystarczy wyjść na miasto, aby zostać osaczonym przez angielskie napisy, jak: hot dogs, snack bar, sex shop, peep show itp. Można się też o tym przekonać po otworzeniu gazety, włączywszy radio lub telewizor.  Nasze zmysły zostaną natychmiast zaatakowane potokiem niezrozumiałych (zwłaszcza dla osób nie władających językiem angielskim) dziwolągów.

Warto przytoczyć przykład przyimka “post”, który przedarł się do języka polskiego i używany jest np. w kontekście “post-komunistyczny”. Osobom władającym językiem polskim (w przeciwieństwie do pol-gielskiego) kojarzy się to z postem (jak np. Wielki Piątek).  Niejedną z nich musi intrygować ów dziwoląg: “Czyżby komuniści nawracając się na wiarę katolicką,  zaczęli  pościć  w ramach pokuty za popełnione grzechy?  Przyimek ten ma w jęz. polskim odpowiednik “po”, tak więc w najgorszym przypadku zachowując składnię angielską, można by używać “po-komunistyczny”, ale  zasugerowałabym inne warianty, zmieniające cały szyk zdania, jak np.: w okresie “demokratycznych przemian” lub “przechodzenia komunizmu na drogę demokracji” itd.

Nie tylko same obce terminy przenikają do języka polskiego, ale również i cała angielska składnia językowa bezkrytycznie przekładana jest słowo w słowo na język polski, bez brania pod uwagę idiomatycznych zwrotów cechujących nasz język. Typowym przykładem jest zwracanie się do czytelnika lub słuchacza w drugiej osobie liczby pojedyńczej, częstokroć w trybie rozkazującym, co dla języka polskiego jest cechą obcą.

Ową niestylistyczną krzyżówką językową, czyli językiem pol-gielskim posługuje się znaczna część Polonii w krajach anglosaskich,  która zapomina swój język ojczysty. Zadziwiającym jest jednak fakt, że krajowcy tak szybko i bezkrytycznie przyswajają sobie te obce naleciałości, “zachwaszczając” nimi swój język. Jak można wyjaśnić to negatywne zjawisko?  Czy wynika to ze snobizmu, czy też jest może objawem lenistwa? Największą winę za istniejący stan rzeczy należy przypisać “ludziom pióra”, czyli : tłumaczom, publicystom, dziennikarzom, redaktorom, konferansjerom itd., gdyż będąc krzewicielami języka, “zakotwiczają” oni okaleczone formy językowe.  Język, jakim posługują się polskie współczesne środki masowego przekazu pozostawia wiele do życzenia…  Jest tu wielkie pole do popisu dla tłumaczy, gdyż istnieje potrzeba przekładu z polgielskiego na polski, po to by język stał się powszechnie zrozumiały dla ogółu społeczeństwa. Podejrzewam, że środowiska polonijne w innych krajach wytworzyły również swoiste sobie  języki – dziwolągi, jak np. pol-niecki” czy “pol-cuski”, które to w jakimś stopniu przenikają do jęz. polskiego. Język angielski jednakże, bije wszelkie rekordy,  podbijając zresztą i inne języki.

Francuzi jednakże prowadzą zdecydowaną akcję w obronie swojego języka przed wypaczeniami języka fran-gielskiego (franglais). Dobrze byłoby podjąć podobną działalność – w myśl słynnego postulatu Mikołaja Reja, który w XVI w. przypominał narodom, że “… Polacy nie gęsi, lecz swój język mają”.  Współczesne pokolenie nie powinno zaprzepaszczać idei swoich wielkich przodków, którzy oddali ogromne zasługi na polu piastowania czystości języka. Podczas, gdy za rządów komunistów polszczyzna ulegała wpływom rusycystyki,  tak w dzisiejszych czasach podlega wyjałowieniu pod wpływem kultury zachodniej.  Zjawisko to przybiera gwałtownie na sile i jeśli nie podjęta zostanie akcja świadomego kształtowania i pielęgnacji języka, jego bogaty potencjał zostanie nieodwracalnie zubożony.

Posted in Fakty, opinie, przekłady, tłumaczenia | Tagged , , | Leave a comment

6. Recenzja powieści “Polska” amerykańskiego powieściopisarza Jamesa Mitchenera

Historyczna powieść Mitchenera “POLSKA”, best-seller roku 83, składa się z 10-ciu rozdziałów i akcja jej rozgrywa się na przestrzeni ośmiu ważnych okresów z historii Polski i odzwierciedla w kolejności heroiczne wysiłki odpierania najeźdźców: Tatarów, Niemców, Szwedów, Turków i Rosjan, które czasami kończyły się zwycięsko, a czasami tragicznie. Ostatni rozdział jest kontynuacją pierwszego i oba osnute są na tle wydarzeń z okresu Solidarności, a akcja środkowych toczy się na tle historii Polski począwszy od XIII w. Powieść ta, będąca spojrzeniem Amerykanina na historię Polski, powinna wzbudzić zainteresowanie pośród tych czytelników, którzy tę historię znają, a zwłaszcza tych, którzy uczyli się jej z interpretacji komunistycznej. Mitchener śledzi w niej dzieje 3-ch rodów: magnackiego – Lubońskich, szlacheckiego – Bukowskich i chłopów – Buków oraz ich współzależność pomiędzy sobą na przestrzeni wieków. Pod koniec XVIII w. Polska zniknęła z mapy Europy, będąc podzieloną w całości pomiędzy Prusy, Austrię i Rosję i pozostawała pod zaborami do zakończenia 1-szej wojny światowej. Ok. roku 1920 nowopowstałe, niezależne państwo było na tyle silne, by odeprzeć nawałę sowiecką, która zagrażała całej Europie, ale 2 dekady wolności zakończyły się tragicznie we wrześniu 1939 r. okupacją faszystowską i później sowiecką, które w swej brutalności i sile nienawiści nie miały precedensu nawet w polskiej historii. Okrucieństwa popełnione w miejscowościach takich jak Lublin czy Majdanek są wzruszająco odzwierciedlone. Na tle owych wydarzeń historycznych powieść J. Mitchenera, skrupulatnie rozplanowana i wspaniale zredagowana, przeplata fakty i fikcję w sposób dla niego typowy, z którego słynie na całym świecie. Trzy rodziny, których potomkowie są głównymi bohaterami powieści, ukazane są po raz pierwszy w r. 1241, gdy stawiają opór najeźdźcom tatarskim: Krzysztof z Zamku Górka i jego giermek Zygmunt są przodkami, odpowiednio: hrabiowskiej rodziny Lubońskich i szlacheckiej – Bukowskich. Poddany im jest chłop Jan z Bukowiny, wywodzący się z rodziny Buków. Są oni wszyscy wytworem wyobraźni autora, ale wiernie odzwierciedlają główne warstwy ściśle klasowego społeczeństwa polskiego, w którym każdy znał swoje miejsce. Co do innych interesujących postaci, z których jedne są autentyczne, a inne fikcyjne, należy wymienić nazwiska od dawna znanych w Polsce rodów, jak Zamojscy, Ossolińscy, Radziwiłłowie, Lubomirscy, Mniszechowie czy Czartoryscy. Członkowie rodziny Lubońskich wchodzą w związki małżeńskie z członkami tych rodów, rodzina Bukowskich spotyka się z nimi, ale Bukowie obcują z nimi jedynie w charakterze służby.

Posted in recenzje | Tagged , | Leave a comment

9. Przekład elegii żałobnej pióra pisarki Mary Frye

Orginał Do not stand at my grave and weep, I am not there; I do not sleep. I am a thousand winds that blow, I am the diamond glints on snow. I am the sunlight on ripened grain, I am … Continue reading

Gallery | Tagged , | Leave a comment

4. W hołdzie Dianie

Ostatnia sensacyjna rozgrywka naszej “damy sercowej” 31/8/97

Ta, która od ok. 17 lat pozostawała w centrum powszechnej uwagi, której sława na całym świecie nie miała sobie równej, której wszechobecność wypełniała nasze życie powszednie i która zjednała sobie niezliczone masy zwolenników na całym świecie poprzez niezłomną działalność charytatywną, pozostanie teraz jedynie w sferze naszych wspomnień. Era Diany dobiegła dramatycznego końca, gdy tuż po północy (czasu kontynental­nego) w niedzielę 31-go sierpnia, rozbił się w paryskim tunelu Mercedes, którym wraz ze swoim nowym wybran­kiem serca Dodi Al Fayedem próbowała umknąć przed pogonią natrętnych foto­reporterów (papparazzi), poszukujących sensacyjnych zdjęć. Odeszła od nas u szczytu sławy, w kwiecie wieku (36 lat) pozostawiając w żałobie nie tylko bliskich, nie tylko cały naród, ale miliony wielbicieli na całym świecie. Zginęła w momencie, gdy w życiu jej pojawił się nowy mężczyzna i gdy zaczął kiełkować romans, który, być może wróżył nowy, szczęśliwszy etap jej osobis­tego życia, który jak do tej pory, był pełen niepowodzeń i zawiedzionych oczekiwań wzglę­dem życia małżeńskiego. Ale niestety, nie dane jest nam dalsze śledzenie tej historii miłosnej, gdyż nowi kochankowie odeszli od nas tragicznie, dostar­czając przy okazji jeszcze jednej i jeszcze większej, ale już niestety, tym razem – ostatniej – sensacji środkom masowego przekazu.

Wstrząsająca wiadomość o zgonie Diany spadła na nas jak grom z jasnego nieba, dla większości po przebudzeniu się w niedzielę rano. A był to bezsłoneczny i ponury poranek, który dokładnie odzwierciedlał posępność tej tragicznej wieści, jaka nas dobiegła z Paryża. Gdy odchodzi od nas ktoś, kto dominował przez tyle lat środki masowego przekazu, które roztaczały przed nami jej oficjalne jak i osobiste życie, odczuwa się to jako stratę osobistą. Szczególnie, gdy jest to osoba na miarę Diany, wysoko urodzonej, zagorzałej orędowniczki tych, którzy nie byli, tak jak ona, uprzywilejo­wani. Diana przyświecała nam niczem gwiazda przewodnia, torując drogę innym i zacierając granice pomiędzy księżną a przeciętnym śmiertel­nikiem, Angielką a innymi narodowościami czy nawet rasami. Odeszła od nas królowa naszych serc, osierocając 2-ch nastoletnich synów i pozostawiając łzy w oczach wszystkich ludzi dobrej woli, którzy doceniali jej ogromny humanitarny wkład na rzecz chorych, cierpiących i ubogich. Pozostawiła po sobie pustkę, którą nie łatwo będzie zapełnić. Cześć jej pamięci!

Przychodzi mi na myśl piosenka wykonywana przez kanadyjskiego piosenkarza muzyki popularnej lat 50-tych i 60-tych Paula Ankę pt. “Diana”, która była przebojem młodzieżowym ok. 2 dekady przed wejściem Diany na arenę międzynarodową. Wydaje się być stosownym zadedykowanie jej tej piosenki.

Posted in Fakty | Tagged , | Leave a comment